Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Szczepienia czyli utylitaryzm wciąż ma się dobrze

Zazwyczaj mało interesują mnie dyskusje, którymi tak emocjonują się ludzie w szczególności w mediach społecznościowych. Czasami jednak po przeczytaniu, chcąc nie chcąc, kilku komentarzy ciężko opanować wzburzenie. Tyle, że zamiast toczyć niekończącą się wymianę zdań na facebooku wolę zebrać swoje przemyślenia w jednym miejscu. Nie będą one dotyczyć tego czy szczepienia działają czy nie, lecz samego przymusu czy też obowiązku szczepień.

Zacznę od tego, że niniejszy post skierowany jest do ludzi wierzących w obiektywne wartości moralne. Jeżeli jesteś relatywistą moralnym to nic z tego tekstu do ciebie nie trafi. Dla tych, którzy nie wiedzą o czym mowa, relatywista moralny to ktoś, kto na pytanie:

Czy dobrze jest molestować małe dzieci?

odpowiada:

Jeżeli sam tak uważasz to jak najbardziej!

Najczęściej takie osoby charakteryzują sformułowania typu "każdy ma swoją moralność", "dlaczego moja moralność ma być gorsza od twojej" itp. Osoba wierząca w obiektywne wartości moralne uważa, że bez znaczenia jest co kto myśli, ponieważ są one niezależne od ludzkiej opinii.

Czytając te wszystkie dyskusje nie trudno zauważyć, że głównie pojawiają się dwa rodzaje argumentów. Pierwszy brzmi mniej więcej tak:

Jestem za tym by rodzice mogli decydować o szczepieniu dziecka ale tylko wtedy jeśli pokryją koszty leczenia jak to dziecko zachoruje.

Jak rozumiem logika jest mniej więcej taka, że skoro służba zdrowia jest "darmowa", a ci rodzice jawnie postępują przeciwko jej zaleceniom to niech płacą za swoje błędy. Darmowa oczywiście nie jest bo wszyscy za nią płacą w ten czy inny sposób ale to niewiele zmienia. Możemy to rozumieć też tak, że dlaczego wszyscy teraz mają się składać na leczenie dziecka, którego rodzic celowo nie szczepił (czyli celowo ryzykował). Problem polega na tym, że chcąc zachować spójność to zgodnie z tą logiką płacić (dodatkowo) za swoje leczenie powinny również osoby:

  • otyłe, gdy zachorują na choroby układu krążenia,
  • palące papierosy, gdy np. dostaną raka,
  • pijące alkohol, gdy wątroba zacznie szwankować,
  • wszyscy pracownicy nie stosujący się do zasad BHP, gdy już coś im się stanie,
  • osoby nie dbające o higienę osobistą,
  • osoby z chorobami wenerycznymi,
  • itp. itd.

Na dobrą sprawę to właściwie każdy znajdzie coś dla siebie. Argument ten podyktowany jest zapewne poczuciem sprawiedliwości (dlaczego ja mam płacić za błędy kogoś innego), tyle, że jedyny sprawiedliwy układ to taki kiedy każdy sam płaci za swoje leczenie. Tak jak każdy sam płaci za swoje jedzenie czy swój samochód.

Druga opinia pojawia się najczęściej w odpowiedzi na tę pierwszą:

Przymus musi być bo są osoby, których zaszczepić nie można i zdrowie gwarantuje im tylko duża liczba zaszczepionych osób, które blokują rozprzestrzenianie się choroby.

Tu dochodzimy do kwestii moralnej. Otóż to co tu widzimy to nic innego jak utylitaryzm. To taki pogląd, w którym uważa się, że dobre jest to co generuje najwięcej szczęścia. W tym przypadku będzie to zdrowie jak największej liczby osób. Utylitaryzm najczęściej kończy się w sytuacji, gdzie szczęście wielu osób zależy od twojego nieszczęścia. Dla przykładu, w szpitalu leży pięć osób. Każdej z nich trzeba przeszczepić inny organ. I tak się składa, że jest tam także zdrowa osoba, której organy idealnie "pasowałyby" dla tych pięciu osób. Zgodnie z utylitaryzmem dobrze byłoby poświęcić jej życie by uratować pięć. I nie ma ona nic do gadania.

Utylitaryzm jest częścią większej grupy poglądów zwanej konsekwencjonalizmem czyli czy dany czyn jest dobry czy nie określają jego konsekwencje. A konsekwencją takiego myślenia są oczywiście wszelkie państwowe przymusy. Przypuszczam, że gdyby można było z duża dokładnością stwierdzić, że śmierć dziecka pogodzi ze sobą na powrót skłócone małżeństwo to by powstało prawo nakazujące takie dzieci zabijać.

Utylitaryzm nie ma nic wspólnego z moralnością. Zdaje się, że jest on podstawą socjalizmu jaki dzisiaj widzimy. Prowadzi on tylko i wyłącznie do pozbawiania wolności. Niestety ludzie dzielą się na tych, którzy chcą żyć w wolności i tych co chcą żyć bezpiecznie. Tych drugich jest znacznie więcej ale jak mawiał Benjamin Franklin: "ludzie, którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność".

sobota, 31 października 2015

Jak żyć?

Wybory się odbyły. Wszyscy są na świeżo z polityką więc nadarza się fajna okazja by przedstawić moje poglądy w tym temacie. Dlaczego po, a nie przed wyborami? Dlatego, że zamierzam przedstawić moje poglądy, a nie nawoływać byś zmienił swoje.

Jestem chrześcijaninem i libertarianinem. Niektórzy mówią, że to się ze sobą nie łączy. Nie do końca rozumiem ten tok rozumowania. Przecież Bóg stworzył człowieka by ten miał wolną wolę. Oczywiście zły wybór ma swoje konsekwencje ale niewątpliwie wolność jest naszą naturą. A libertarianizm traktuje właśnie o wolności. Nie mówi on o tym co jest dobre, a co złe. Mówi tylko o społeczeństwie, "w którym żadna ludzka własność - czy to własność osoby czy rzeczy realnych - nie podlega agresji ze strony innych, nie jest przez innych naruszana czy poddawana jakiejś obcej ingerencji" - Etyka wolności, Murray N. Rothbard, s. 124.

I zgadzam się, że czasami przekroczenie wolności może być moralne. Kiedy? Na przykład widząc umierające z głodu dziecko na ulicy i nie mając pieniędzy kradzież w celu ratowania życia byłaby uzasadniona moralnie. Lecz i wtedy godziłbym się ponieść konsekwencje tego czynu. W końcu dokonałbym kradzieży. Jak pisze Rothbard:

"Nie chodzi nam o to, czy bycie kłamcą, bycie dobrym człowiekiem, rozwijanie własnych zdolności lub bycie miłym lub podłym dla sąsiadów jest moralne bądź nie. Interesują nas jedynie takie kwestie "etyki politycznej", jak właściwa rola przemocy, sfera praw albo definicje przestępczości i agresji" (Etyka wolności, Murray N. Rothbard, s. 259).

Definicja wolności

Pisząc o wolności najpierw postaram się ją zdefiniować. Będę się dalej do niej wielokrotnie odnosił więc jest ważne byśmy ustalili najpierw pojęcia.

Moją wolność rozumiem jako brak agresji wobec mojej osoby i mojej sprawiedliwie zdobytej własności. I znów jak pisze Rothbard: "... definicja wolności lub swobody, aby została rozumiana jako "brak naruszenia ludzkiej sprawiedliwej własności", musi zostać rozjaśniona tak, by sprawiedliwość wskazywała na tytuł własności do własnej osoby, do przekształconej (niczyjej) własności oraz do owoców dobrowolnych wymian na nich zbudowanych." (Etyka wolności, Murray N. Rothbard, s. 125)

Wszyscy wiemy jak w kontekście tej definicji plasuje się system polityczny, w którym żyjemy zwany demokracją. Każdy wyznający tę samą definicję wolności co ja zdaje sobie zapewne sprawę, że demokracja to tak naprawdę agresja większości. A dotykając tego tematu nie sposób od razu nie wspomnieć o wyborach.

Demokracja?

Skoro demokracja to agresja większości to wybory są narzędziem do jej wywoływania. Również jeśli głosujesz za kimś kto chce zadać jej kres dokonujesz agresji przeciwko ludziom, którzy chcą żyć w tym systemie. I to pomimo tego, że w libertariańskim społeczeństwie mogliby sobie żyć jak chcą. Nie czynisz niczego złego, gdy ktoś tobie narzuca sposób życia. Natomiast czynisz źle, gdy narzucasz go innym.

Popularne stwierdzenie - mam nadzieję, że nie u libertarian - kto nie głosuje ten nie ma prawa krytykować jest istnym nonsensem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której napastnik z bronią terroryzuje ofiarę lecz daje jej również możliwość poprawy swojej sytuacji poprzez agresję na innej osobie. Mógłby on wystosować takie oto słowa w kierunku ofiary:

"Nie będę Cię dłużej nękał jeśli ukradniesz pani X torebkę i przyniesiesz ją do mnie".

Mam nadzieję, że porównanie jest jasne. W tym przypadku agresorem jest rząd, który daje nam możliwość zniesienia agresji poprzez ustanowienie innego rządu w tym również dla ludzi, którzy go nie chcą. Dlaczego jeśli ofiara nie zechce skorzystać z takiej niemoralnej propozycji, miałaby nie móc dłużej krytykować oprawcy?

Jak zatem cokolwiek można zmienić? Należy pokazać i przekonać ludzi, że można żyć bez tego całego cyrku. Możemy ignorować rząd kompletnie i niezależnie od tego co stanowi prawo, postępować słusznie. Rząd bardzo chce być potrzebny bo tylko tak może zostać wybrany.

Motywacja

Zmiany jeśli mają nastąpić to muszą nastąpić oddolnie. I nie chodzi mi o to by teraz każdy poruszał się tylko po prywatnych działkach i tylko prywatnym samochodem itd. Jak pisze Jakub Wozinski, to by skutkowało narażeniem całego ruchu libertariańskiego na śmieszność. Ludzie traktowaliby libertarian jak swego rodzaju Amiszów, którzy żyją w swoim świecie. Nie znaczy to by naszą motywacją było wykazać, że rząd (policja, sądy, wojsko itp.) nie daje sobie z niczym rady. Wydaje mi się, że motywacją powinno być zbudowanie takich struktur, które lepiej będą sobie w tych zakresach radzić niż państwo.

Znacznie lepiej jest pokazać, że człowiek dobrze sobie radzi bez pomocy państwa. Jeśli prowadzisz biznes to pokaż, że możesz go prowadzić bez dotacji. Jeśli masz wybór by nie korzystać z państwowej służby zdrowia to nie korzystaj, jeśli możesz poradzić sobie bez policji i sądu to tym lepiej, jeśli musisz płacić ZUS to jeśli jesteś w stanie pokaż, że nie chcesz od niego ani złotówki itd. Rozumiem doskonale, że ludzie są w różnej sytuacji. Czasami człowiek nie widzi innego wyjścia. Potrafię sobie wyobrazić libertarianina "pracującego" w urzędzie skarbowym albo w policji. Jeśli jesteś w takiej sytuacji to przede wszystkim staraj się z niej wydostać i czyń jak najmniej szkody.

Raz jeszcze podkreślę, że nie powinno być celem doprowadzenie do bankructwa państwa, UE czy ZUSu. Celem nie jest by wykazać, że policja jest nieudolna, a sądy skorumpowane. Celem jest nauczenie ludzi, że można sobie radzić bez tego i to znacznie lepiej (albo przynajmniej z czystym sumieniem). I nie buntujmy się przeciwko płaceniu danin. Płacąc je nie czynimy niczego złego. To ludzie narzucający nam ich płacenie źle czynią. Natomiast krytykujmy ile się da. Jeśli podatki wykończą ci biznes to pokaż to. Jeśli płacenie ZUSu wpędza cię w biedę opisz to.

Strach

Strach paraliżuje zmiany. Ludzie, w mojej ocenie, boją się, że bez ZUSu ludzie wylądują na ulicy, boją się, że bez policji będzie chaos, a bez (państwowego) wojska to...

Oczywiście możemy powiedzieć, że skoro tak dużo ludzi godzi się na płacenie ZUSu by nie było innych na ulicach to też chętnie sami im pomogą bez ZUSu. Oczywiście możemy powiedzieć, że będzie mniej ludzi na ulicach niż jest dzisiaj bo ludzie biedniejsi w końcu będą mogli zaspokoić ważniejsze potrzeby niż emerytura jeśli im nikt nie będzie zabierał pieniędzy. Jeśli będą mieli co jeść i za co się leczyć zamiast odkładać na emeryturę to całkiem możliwe, że dorobią się znacznie więcej i znaczniej dłużej pożyją itd.

Możemy powiedzieć, że w najgorszym przypadku człowiek będzie pracował przez całe życie. A to myślę, że w ogóle powinien być cel każdego chrześcijanina zgodnie z tym, że "kto nie pracuje ten niechaj i nie je". Praca jest nieodłączną częścią życia człowieka, a nie tylko jego etapem ale to temat na inną okazję.

Tylko jest jedno ale. To są tylko słowa. Być może i logiczne i nie pozostawiające żadnej innej logicznej możliwości ale nadal nie jest to coś co można zobaczyć. Dlatego ważne jest by wszyscy mogli się przekonać, że można żyć z własnej woli bez ZUSu i pomagać innym, którzy sobie nie radzą. Nikt w cale nie musi liczyć na państwo.

To samo można mówić o pieniądzu. Państwo wcale nie musi go kontrolować. Możemy mówić, że pieniądz jest jak sejf bo przechowuje jakąś wartość i powinniśmy mieć możliwość wyboru najbezpieczniejszego w naszej ocenie sejfu, a nie tylko takiego, które państwo nam wskaże i do którego ono samo ma dostęp. Może nam przecież zabrać część jego zawartości poprzez inflację. Tylko, że znowu to wszystko na nic się nie zda jeśli nie pokażemy, że można żyć bez państwowego pieniądza.

Podsumowanie

Moje poglądy na rządy są jednoznaczne. Jakie by one nie były zawsze oznaczają agresję, a więc ograniczenie mojej wolności. Rozumiem też, że większość chce żyć w ten sposób ale ja nie zwracam uwagi na rząd. Ignoruję go na tyle na ile mogę sobie pozwolić. Płacę wszystko co na mnie wymusza i nie dbam o to. Mogą zabrać mi wszystko co mam. Nie żyję po to by być bogatym ani by żyć wygodnie. Nie głosuję i nie wybieram rządu. Staram się żyć w zgodzie z tym co uznaję za słuszne, a nie w zgodzie z tym co stanowi prawo. Jeśli naprawdę chcesz by ludzie zechcieli być wolni to najpierw zacznij od siebie.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Pasja i wolność

Człowiek został stworzony aby być wolnym. Taka jest nasza natura i jest ona wyjątkowa. Dlaczego tak twierdzę? Dlatego, że nasze działanie nie jest deterministyczne pod żadnym względem. A przynajmniej nie dotyczy to wszystkich ludzi. Dla przykładu rzućmy monetą. Czy ta moneta ma wybór, na którą stronę upadnie? Oczywiście, że nie. Ona jest zmuszona upaść tak jak będą tego chciały wszystkie siły na nią działające. Podobnie się ma to w teorii ewolucji. Żadne stworzenie nie miało wyboru, po prostu musiało powstać. Powód jest prosty, każda zmiana ewolucyjna następuje pod wpływem jakiegoś czynnika. Na przykład gdy zmniejszy się ilość pokarmu, którym żywi się dane stworzenie ale za to pojawi się jego nowy rodzaj to ono nauczy się w końcu go trawić. W przeciwnym wypadku by wymarło. Nie ma tu żadnego wyboru. Nie ma więc wolności.

Co zatem sprawia, że człowiek jest wolny? Coś co nazywamy wolną wolą. Choćby była obfitość pokarmu potrafimy nic nie zjeść i umrzeć z głodu. Choćbym nikomu nie uczynił niczego złego zawsze znajdzie się ktoś, kto z chęcią by mi dokopał. I wreszcie choćby niczego mi w życiu nie brakowało zawsze będę chciał więcej.

To naprawdę jest wyjątkowe. Być może zabrzmiało to ironicznie ale nie to było moim zamiarem. Wolność jest naprawdę wspaniała i tylko ona sprawia, że możemy coś tworzyć. Gdyby nie ona żylibyśmy dzisiaj jak każde zwierzę (a może bardziej jak roślina) - oddziaływając jedynie na otoczenie. Jednak do tworzenia potrzebna jest nam jeszcze jedna ważna cecha - cecha, która jest ukryta w każdym z nas. Coś co sprawia, że o wiele więcej przyjemności odczuwamy dając coś innym niż biorąc. To coś czyni nas większymi w oczach ludzi, którym pomogliśmy. To coś daje nam szczęście szczególnie wtedy, gdy daliśmy komuś coś bardzo mu potrzebnego. To coś właśnie to popycha nas do tworzenia.

Niestety czasami górę nad nami bierze chęć bycia obdarowanym, która to jest oczywiście również przyjemna. Wówczas tworzymy co raz mniej i kombinujemy jakby tu nie robić nic, a dostawać wiele. To dotyka każdego z nas. Ba, większość z nas zapomina całkowicie o dawaniu i tylko narzeka jak to mało zarabia bo ledwie może rodzinę wyżywić. Albo, że tak ciężko pracuje, a nic z tego nie ma. Wiem co teraz myślicie. Że nie mam rodziny to nie wiem jak to jest? Akurat mam rodzinę, którą utrzymuję. Że nie pracuję ciężko? A pracuję i to czasami nawet po 14 godzin 6 dni w tygodniu. Życie dla nikogo nie jest proste. Ale może być satysfakcjonujące i to bardzo.

Czy zadałeś sobie kiedykolwiek pytanie po co właściwie pracujesz? Większość ludzi pracuje po to aby zaspokoić własne potrzeby i to niezależnie czy ma rodzinę czy nie. Jak ma rodzinę to w pierwszej kolejności chce ich potrzeby zaspokoić, a w drugiej swoje. A co kieruje przeciętnym przedsiębiorcą? Chęć zaspokojenia cudzych potrzeb. Nie jego własnych lecz cudzych. Jego własne potrzeby są na drugim planie. On doskonale o tym wie, że jak stworzy coś potrzebnego dla innych to ludzie mu się odwdzięczą i to o wiele bardziej niż ilość pracy, którą w to włożył. To jest właśnie kwintesencją wolnego rynku i ludzkiej natury. Aby mieć najpierw musisz coś dać.

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, wielu ludzi rezygnuje z etatu na rzecz własnej działalności tylko po to aby dostać duże pieniądze za darmo. Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju dotacje. Co jeszcze ciekawsze nikt nie zastanowił się skąd te pieniądze pochodzą. Nikt nie pomyślał, że są one zabierane ludziom pod przymusem i to tym ludziom, którzy tak bardzo narzekają na to jak nie wiele posiadają. Wielu przedsiębiorców również po drodze zapomina o celu jakim jest tworzenie czegoś dla innych i z powrotem zaczyna kombinować jak tu nic nie robić a mieć. Jak zatem tego uniknąć? Odpowiedzią na to jest pasja. Pasja tworzenia czegoś. Każdy z nas ją ma. Pasja sprawia, że już samo tworzenie dostarcza nam szczęścia. Pasja nas wciąga, pochłania. Dzięki niej zapominamy o trudnościach i jednocześnie nie daje nam zapomnieć o celu.

Zastanów się. Jakie chcesz mieć życie? Jakie życie chcesz pokazać swoim dzieciom? Chcesz aby narzekały przez całe życie na to jak mało posiadają? Jak to państwo o nich nie dba? Jakie to emerytury są niskie? Renta za mała? A może zasiłek za mały?

Zacznij żyć. Odkryj swoją pasję. Obserwuj ile szczęścia dajesz innym a sam będziesz szczęśliwy. I wreszcie kochaj ludzi bo dla nich żyjesz.

wtorek, 18 października 2011

Własność intelektualna

Ostatnio słuchając audycji o tytułowej własności intelektualnej na kontestacji przyszła mi do głowy pewna myśl. Wyobraźmy sobie, że ktoś stworzył maszynkę, która potrafi kopiować dowolne przedmioty, np. wkładamy do niej jabłko, ona sobie tam chwilę pohałasuje i w efekcie dostajemy drugie dokładnie takie samo jabłko. Teraz wyobraźmy sobie, że kupując na straganie jedno jabłko sprzedawca każe nam podpisać umowę, w której zobowiązujemy się do nie kopiowania takiego jabłka. Wydaje się, że zdrowo myślący człowiek popukał by się w czoło i pomyślał "co mi tu będzie jakiś pe**ł mówił co ja mam robić ze swoim jabłkiem" po czym poszedłby do innego sprzedawcy. W efekcie nasz kochany sprzedawca nie wiele by zarobił.

Dlaczego więc w umowach (licencjach) dot. oprogramowania powszechnie akceptujemy takie zapisy? Odpowiedź jest dość prosta. Nie dość, że istnieje prawo chroniące takie umowy to jeszcze wszędzie wokół karmią nas stwierdzeniami typu, że nie moralnym jest godzić się na kopiowanie oprogramowania bez płacenia za to. Tak naprawdę nie o zapłatę tu chodzi. Wszechobecnym argumentem są ogromne straty, które są liczone w oparciu o błędne przekonanie, że gdyby nie kopiowanie to ci wszyscy ludzie by to oprogramowanie kupili. Ale przecież programów nie można traktować na równi z produkcją, dajmy na to, noży. Tworzenie oprogramowania to nie przemysł lecz usługi. I bardziej adekwatne byłoby w moim odczuciu płacenie za wykonaną usługę, tzn. usługę napisania programu. Jasne, że wówczas cena oprogramowania byłaby dużo droższa ale i to oprogramowanie byłoby znacznie łatwiej dostępne. Powiedzmy, że jeden człowiek nie byłby w stanie kupić sobie żadnego programu ale jak zrzuci się np. gmina, miasto, firma czy inna grupa ludzi to wszyscy mogą później z niego korzystać. Tak więc i programiści więcej zarobią, a i konsumenci więcej mieć będą a do tego jeszcze wytworzy się silna konkurencja więc również jakość oprogramowania wzrośnie.

Konkludując, uważam, że to nie żadne państwo powinno mówić jakie umowy są moralne a jakie nie, a już tym bardziej nie powinno niczego narzucać odgórnie (jak w przypadku praw autorskich). Zresztą widać dzisiaj, że mimo odgórnego zakazu ludzie i tak kopiują na potęgę. Nie wiem jak Wam ale dla mnie jest to sygnał, że konsumenci chcą jednak czegoś innego niż chce państwo. Niech zatem rynek (czyt. konsumenci) o tym zadecyduje!

środa, 12 października 2011

O powodach i godności

Człowiek z natury jest leniwy (a może tylko programiści) i jak już zaczyna coś robić to dopiero wtedy kiedy solidnie zaczyna go coś irytować. Mówi się nawet, że najwięcej pieniędzy jest tam gdzie ludzie narzekają. Co by nie mówić musi to być prawdą przynajmniej w moim przypadku. W życiu denerwowało i nadal denerwuje wiele rzeczy ale ostatnia kampania wyborcza wprawiła mnie w nadzwyczaj nieprzyjemny stan. Oczywiście nie jedna kampania już była wcześniej i nie tylko w tej jednej kampanii człowiek nie mógł włączyć telewizji, radia czy przeczytać gazety bez wszechobecnych twarzy i jakże wymownych sentencji. Najczęściej pojawiającym się słowem tej kampanii (przynajmniej tym, które mnie wyprowadzało z błogiego stanu ignorancji) była godność i to w różnych formach: godna płaca, godne życie, bla bla bla. Niezrozumiałość tego słowa przez polityków wcale mnie nie dziwi i nawet to nagminne powtarzanie tych bzdur nie popchnęło mnie do napisania tego postu. Popchnęła mnie natomiast wiara w te słowa przez bądź co bądź bliskie mi osoby. Szukałem w internecie jakiejś sensownej definicji i niestety nie znalazłem więc postanowiłem przedstawić swoją.

Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak godna płaca. Te słowa w żaden sposób się ze sobą nie łączą. Godność (a także i honor) jest bezpośrednio związana z innym bardzo ważnym słowem: wolność. Godność bowiem tracimy wówczas, gdy zyskujemy korzyści na odbieraniu wolności innych ludzi (oczywiście bez ich zgody). Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu dobry przykład podany przez pana Janusza Korwin-Mikkego. Otóż człowiek, który zarabia 100zł i przymiera głodem może żyć godnie w przeciwieństwie do tego, który ma się dobrze a nie zarabia i bierze zasiłek socjalny od państwa. Dlaczego? Ponieważ ten pierwszy żyje z tego co sam zarobi, żyje na tyle na ile potrafi i swoje życie zawdzięcza tylko sobie. Ten drugi natomiast korzysta z pieniędzy brutalnie zabranych innym ludziom (w większości tym biednym, którzy zarabiają za dużo aby móc dostawać zasiłek). Godnie to znaczy żyć za swoje!


Politycy nie tylko kłamią odnośnie godności ale również upadlają ludzi. Jeżeli ktoś wmawia mi, że nie żyję godnie i nakłania mnie do brania zasiłku bo wówczas będę żył godnie a do tego szczyci się jeszcze tym, że te zasiłki podniesie to jest to dokładnie upodlenie ludzi!

A gdzie tu związek z wolnością? Jeżeli ktoś jeszcze tego jeszcze nie widzi to wyjaśnię to konkretnie. Zabieranie pieniędzy ludziom pod przymusem jest zabieraniem wolności, korzystanie z kradzionych pieniędzy czy innych kradzionych rzeczy jest niemoralne bo wówczas to Ty, drogi czytelniku, stajesz na szczycie tej piramidy. Innymi słowy to Ty jesteś zleceniodawcą ergo również Ty godzisz w wolność innych ludzi.

Wiem co powie na to większość ludzi. Powiedzą, że jak tu żyć godnie jak ci wredni bogaci kapitaliści ciągle obniżają im pensje a z czegoś trzeba wyżywić swoje rodziny. Twierdzić będą, że "bogacą się kosztem biednych ludzi". Otóż w normalnym wolnym świecie bogatym zostać można tylko w jeden sposób, po prostu robiąc coś dla innych. Na tym polega praca. Ludzie mają różne cele, różne ambicje, ideały, marzenia ale aby je spełniać potrzebują różnych rzeczy. Cała sztuka polega na tym aby dawać ludziom to czego oni potrzebują a w zamian dostając potrzebne nam rzeczy (np. pieniądze). Zatem ludzie nie bogacą się kosztem innych lecz pracując na rzecz innych. Jest to najlepszy sposób na godne życie.